Kiedy siła wynosi 1N i skąd kobieta ma moc? – Wpis gościnny Marty-piratki i Oli-coacha

Dość przewrotnie pytamy dzisiaj, kiedy siła wynosi 1N, a skąd kobieta bierze moc? Do odpowiedzi na to pytanie zaprosiłam duet dwóch pozytywnych kobiet, które poznałam podczas organizowanych przeze mnie spotkań Moc Kobiet na Żywo!. Marta i Ola wychodzą z pomysłem, by zabierać kobiety w rejsy po jeziorach i przy tej okazji pomagać im odnajdować w sobie siły. Zatem, jak to jest z tą siłą i mocą? Zapraszam do lektury! 🙂

 

 

Siła z definicji:

ma wartość 1N, jeżeli nadaje ciału o masie 1 kg przyspieszenie 1 m/s².

Jak to przetłumaczyć na bardziej przyswajalny język? Jest to energia, której potrzebujemy do działania, do zmierzenia się z wyzwaniami, które sobie stawiamy oraz trudnościami, które nas spotykają. Codzienne obowiązki, zmęczenie, często nawet my sami pozbawiamy się tej energii.

Skąd czerpać siłę, by nabrać “przyspieszenia”?

 

Opowieść Marty – kiedy siła wynosi 1N i kobieta ma moc…

Muzyka, rower, wyjazd, rozmowa z przyjacielem, książka, film, natura, wyłączenie myśli, nabranie dystansu, przypomnienie sobie o priorytetach – oto moje źródła mocy, których jest naprawdę dużo.

A gdyby tak najpierw skupić się na „odbieraczach siły”?

Zlokalizować je, nazwać, zapoznać się z nimi? W moim przypadku takie podejście do tematu było punktem zwrotnym.

 

Odbieracze siły

Zaczęłam od codziennego spisywania swoich myśli, sytuacji, które wydawały mi się nie do opanowania. Podzieliłam je na „odbieracze” fizyczne i psychologiczne.

  • Do grupy „fizycznej” trafiły: osoby, zdrowie, dieta, aktywność fizyczna, złe nawyki.
  • W grupie „psychologicznej” znalazły się moje zachowania, negatywne myśli. Moje wady i niedociągnięcia następnie pogrupowałam na:
    • „dające się wyeliminować” oraz te,
    • z którymi muszę się zmierzyć, których nie dam rady „wyłączyć”.

Gdy już nazwałam rzeczy po imieniu, poczułam się spokojnie. To dało mi przestrzeń na zaopiekowanie się sobą, zarówno w sprawach niewielkiej wagi, jak i w sytuacjach kryzysowych.

 

Pasja

Według mnie nie da się wyeliminować wszystkich „odbieraczy siły”, uodpornić się na nie w stu procentach.

Co robić, gdy odbiorą nam siłę?

Kieruję wtedy myśli do moich pasji. Piszę myśli, bo moje pasje są związane z wyjazdami, żagle, góry, podróże. Niestety nie zawsze mogę sobie pozwolić na to, żeby spakować plecak i ruszyć w drogę. Co wtedy robię? Wspomagam się wspomnieniami. Mogą to być zdjęcia, vlogi podróżnicze. Czuję wtedy to, co czułam na wyjazdach, czyli radość i poczucie spełnienia.

Wokół widzimy wielu ludzi z pasją. Ta fotografuje, ten jeździ na motorze, zna każdy element swojego rumaka. Ba! Nawet jeszcze na tym zarabia. A ja? Ja nie jestem w niczym dobra. Nie robię nic ciekawego.

Nie wierzę w takie podejście. Problem polega na tym, że odmawiamy sobie rzeczy, które sprawiają nam przyjemność.

Dziewczyny, nie chodzi mi tu o zjedzenie całej tabliczki czekolady :). Raczej o to, że umniejszamy siebie, podcinamy sobie skrzydła.

Rozwiązanie?

Odważ się robić to, na co masz ochotę, co wywołuje Twój uśmiech – to właśnie jest pasja. I nieważne, że nie jest to skakanie ze spadochronem, tylko czytanie książek. Po prostu próbuj nowych rzeczy, które Cię pociągają. I na pewno nie porównuj się do innych!

 

Działanie

Znajomi postrzegają mnie jako wulkan energii z ADHD, ale i ja mam momenty, gdy dopada mnie marazm. Niestety najczęściej, gdy mam coś zrobić.

Tak, przyznaję się do mojej wady. Choćby napisanie tego tekstu – odwlekam, przesuwam termin. Mówię sobie: „nie mam weny, napiszę jutro rano, jak się wyśpię. Przy kawie będę miała lekkie pióro.” Jutro zamienia się na pojutrze, na „po pracy”. Co się wtedy dzieje? Pojawia się niesmak. Przecież powiedziałam, że napiszę. Mam pretensję do siebie, jest mi głupio. I mogłabym rozpędzić tę machinę obwiniania się.  Wiem, że nie wynika to z lenistwa. Chcę, by był to tekst napisany z serca. Taka już jestem.

Co wtedy robię? Mówię sobie „dość” i działam.

Na początku sklecam 5 zdań – oczywiście w pocie czoła. Potem słowa same się pojawiają, układają w całość. Czuję się lepiej. Nie napiszę tu nic nowego, po prostu warto słuchać się zasady: „co masz zrobić dziś, zrób to od razu”.

Odkładanie czegoś w nieskończoność tylko odbiera ci moc. Dotyczy to wielu sfer, też podejmowania ważnych decyzji. Po prostu poczujesz się silniej, że to zrobiłaś, że się odważyłaś.

 

Opowieść Oli – kiedy siła wynosi 1N i kobieta ma moc…

Z natury jestem osobą niecierpliwą. Poganiam, fuczę, kręcę się niespokojnie w miejscu. A z drugiej strony – nie cierpię się spieszyć.

Kiedy piszę, to przynajmniej przez godzinę, żeby myśli miały czas się rozwinąć i ułożyć. Kiedy odpoczywam – to raczej nie przez pięć minut. Coraz częściej stosuję się do zasady „mniej znaczy więcej”, czyli wolę zrezygnować z jakiejś aktywności, niż skubać kilka wydarzeń po kawałku i mieć z tego powodu poczucie nienasycenia.

Mam w sobie taki wewnętrzny minutnik, który dokładnie mi wskazuje, że na przykład to spotkanie z przyjaciółką powinno jeszcze trochę potrwać, że coś jeszcze mamy sobie do powiedzenia. Jeśli go nie posłucham, pojawia się niepokój, napięcie i poczucie straty.

Celebrowanie chwili

Jeśli jestem ze sobą w zgodzie – czuję się spokojna, pełna, silna. Mogę głębiej oddychać, nie pędzę, wszystko się układa dokładnie tak, jak ma być – jeśli tylko dam się ponieść temu nurtowi. To jest jedno z najprzyjemniejszych uczuć, jakie mogę sobie wyobrazić. Jestem wtedy jednością, zgodą, szczęściem.

Jak tam dotrzeć? Pytaj siebie codziennie, czego pragnie twoje serce i dusza, i dawaj pierwszeństwo tym potrzebom. Skup się na danym momencie, zapamiętaj smak kawy, wdychaj wiatr owiewający twoją twarz, poczuj, jak wypełnia twoje płuca ożywczym strumieniem. Bądź uważna na to, co się z tobą dzieje. Obserwuj swoje kroki, ciało, myśli, uczucia. Po prostu bądź.

 

Wolność

Wolność, o której myślę, jest jak krystalicznie czysty wiatr zimą w górach, albo lodowaty potok, który przenika do szpiku kości, ale jest pełen życia.

To pozbycie się ciężaru z klatki piersiowej i przepony, swobodne wpuszczanie powietrza do swojego ciała, bycie w połączeniu z tym, co cię otacza. To również wewnętrzna zgoda na swobodne wyrażanie siebie, nieprzyjmowanie wpojonych przekonań i stereotypów, szukanie, realizowanie swojego potencjału.

Gdy myślę o wolności, czuję się właśnie jak ten wiatr, który porusza się bez żadnych ograniczeń, ale z różną siłą, nie bojąc się jej, ponieważ jest częścią jego natury.

Jak odnaleźć tę wolność? Otwórz oczy, usta, uszy, wystaw skórę do słońca i po prostu ją chłoń. Ona jest wszędzie wokół ciebie. Czasem dostaniesz jej więcej, czasem mniej, ale zawsze możesz być pewna jej obecności.

 

Autentyczność

Moja autentyczność to umiejętność wyrażania tego, kim jestem, co myślę i czuję. Zarówno, kiedy jest mi wesoło, jak i smutno.

Jak bardzo potrafisz się cieszyć i pokazać to innym? Jak często mówisz, że coś bądź ktoś jest wspaniałe? A czy pozwalasz sobie chodzić ze smutną miną i prosić o wsparcie lub drzeć z kimś koty? Ile osób wie, jak wyglądasz, kiedy się złościsz?

To, co odczuwasz i myślisz, jest darem, który możesz dać światu. Wszystko to, czego nie wypowiesz, chociaż bardzo byś chciała, pozbawia cię energii – zużywasz ją na trzymanie swoich reakcji na uwięzi, tak jakbyś miała w rękach smycz, na której końcu jest wyrywający pies. Wypuść psa na wolność i uwolnij swoją energię.

Dla mnie w wyrażaniu ważne jest też to, że tylko mówiąc o pewnych rzeczach na głos możemy zmieniać siebie i innych. Jeśli nie powiesz partnerowi, że cię rani, to skąd on się o tym dowie? I nie chodzi tutaj tylko o twoje cierpienie, ale również o zmianę, jaka może się dokonać w drugiej osobie.

 

Wspólne podsumowanie 🙂

Tekst każda z nas pisała oddzielnie, ale kiedy już go połączyłyśmy, stwierdziłyśmy, że fajnie pokazuje, jak się od siebie różnimy. Choć mamy odmienne temperamenty czy styl pisania, to łączy nas to, co najważniejsze – wrażliwość i dążenie do bycia tu i teraz.

Połączenie tych wszystkich cech oraz potrzeba pomagania innym kobietom w odnalezieniu w sobie źródeł siły popchnęły nas do stworzenia wyjątkowych warsztatów dla kobiet „Poczuj w sobie siłę”. Ze względu na naszą miłość do żagli, postanowiłyśmy zaprosić Cię na rejs po Krainie Wielkich Jezior Mazurskich. Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej na temat tego, jak wspomagać swoją siłę, zajrzyj na tę stronę: http://bit.ly/poczujsile2

 


Aleksandra Janowska – coach, tancerka, fotografka, kobieta ciesząca się życiem

Te dwa tematy, które splatają się w warsztacie, są Oli bardzo bliskie. Pierwszy to kręta ścieżka prowadząca do pragnień własnego serca. Musiało upłynąć prawie dziesięć lat, żeby zdecydowała się robić to, co kocha i do czego najbardziej tęskni – czyli pracować jako coach i trener. Kiedy już jednak dotarła do tego miejsca, nie może przestać i ciągle chce więcej – czy to w formie warsztatów na lądzie i wodzie, czy sesji indywidualnych. (Na co dzień zajmuje się coachingiem kariery, prowadząc swoich klientów przez meandry poszukiwania pracy idealnej.)

Drugi temat to własna kobiecość i związana z nią kobieca siła. Być może trudno w to uwierzyć, ale kiedyś Ola czuła się bardzo męska. Nie miała też poczucia pełnego wpływu na swoje życie, decydowania o nim na podstawie własnych potrzeb. Z biegiem czasu nauczyła się jednak, co jest dla niej ważne i jak do tego docierać bez poczucia winy. Każdego dnia celebruje też to, że jest kobietą.

 

Marta Michna – kreatywna dusza z piracką naturą

Na Mazurach spędziła połowę swojego życia, czyli 16 lat ;). Zna prawie każdą zatokę. Wie, gdzie trzeba chować jedzenie, by nie zjadły go dzikie konie. Wie, gdzie jest najlepsze drzewo, na którym, nie ryzykując utraty równowagi i kąpieli w jeziorze, można przeczytać kolejną książkę. Zna miejsca, gdzie są ruiny starego kościoła, który wybudowano, by odpędzić odprawiające tam swoje czary czarownice. Wie gdzie zjeść pieroga za 6 zł, czy najlepszą smażoną rybę na środku jeziora.

Wie też, że być może dawno już powinna spłacać kredyt, w soboty robić zakupy na cały tydzień i wyjeżdżać na urlop dwa razy w roku. Ona jednak realizuje swój plan. Kończy wymarzone studia na ASP, po godzinach uczy się projektowania wnętrz. Marzy o założeniu rodziny. W każdej wolnej chwili wyrusza w spontaniczną podróż z plecakiem, w którym koniecznie musi się znaleźć zielona herbata, imbir, cytryna i cynamon. Mówi, że do szczęścia potrzebny jest jej plecak, te cztery składniki i może spać nawet na stacji benzynowej. To tak w skrócie 😉 o Marcie.