Czy może ktoś przywieźć moją córkę z lasu?

Wiem jedno. Jestem niezmiernie wdzięczna swoim najbliższym, że zawsze mogę na nich liczyć.

Piątkowy wieczór. Zostałam sama w domu. Dzieci z wyjazdów wracają dopiero jutro. Mąż jest już 200 km od Pomorza. Jedną z córek przywiezie za 18h. Myślę o długiej kąpieli i już cieszę się, że wcześniej pójdę spać. Na zegarze mija godzina 21. Nagle dzwoni telefon. Wyświetla się nieznany numer. Odbieram. Okazuje się, że dzwoni starsza córka, która jest na obozie harcerskim w okolicach Pilicy.

– Mamo, zgubiłam telefon. Nie mogę go znaleźć. Szukałam wszędzie. Nie wiem, może wypadł mi przy pakowaniu namiotów? Może jest  w plecaku?

– Nie szkodzi. Trudno. Teraz już wiesz, dlaczego do lasu nie daję ci lepszego aparatu.

– Mamo, ale ja już nie mogę wytrzymać. Tak bardzo źle się czuję…

Jeśli harcerka ma się rozchorować, to lepiej niech NIE będzie to po depionierce

Okazało się, że w ostatnim dniu obozu harcerskiego moje dziecko rozchorowało się na dobre. Rozwinęła się angina ropna. Wszystkie namioty były spakowane, obozowisko zrównane z ziemią. Na tę noc rozpalana była watra. Wiedziałam, że ona nie da rady wysiedzieć do rana w lesie w takim stanie i potem jeszcze podróżować ze swoim ekwipunkiem do domu.

Musiałam znaleźć kogoś, kto przywiezie moją chorą córkę z lasu. Sama byłam bez auta :-/.

Gorąca linia

Jedni byli w Grecji, drudzy – nad Bugiem, trzeci – na Mazurach. Dziadkowie – w górach. Łatwo nie było…  Wszyscy postanowili wyjechać z miasta w tym samym czasie? Został mi ostatni telefon. Do Dobrego Ojca Kilkumiesięcznej Dziewczynki. Uwierzcie, nie chciałam dzwonić pod ten numer. Nie chciałam zawracać głowy komuś, kto ma tak malutkie dziecko. Dochodziła już 22.

Gotowość do niesienia pomocy

Ku mojej radości Szanowna Łagodna Małżonka zgodziła się puścić Dobrego Ojca Kilkumiesięcznej Dziewczynki w ciemną noc, na wyprawę ratunkową po chorą „cudzą dziewczynkę”, która drżała z zimna i płakała już z bólu, gdzieś pod gołym, leśnym niebem…

DZIĘKUJĘ 😀

Jestem ogromnie wdzięczna swoim najbliższym, że są MOIMI NAJBLIŻSZYMI i że mogę na nich liczyć nawet w tak ekstremalnych sytuacjach. Dobry Ojciec Kilkumiesięcznej Dziewczynki wrócił tamtej nocy do swojego domu dopiero około 3:30. Był padnięty tak jak ja, gdy w tym samym czasie dotarłam z apteki z penicyliną w ręku do swojego dziecka.

Jeszcze raz => dziękuję WAM :-*

(fot. Laurel F, flickr.com, CC BY-SA 2.0)