Po co w firmie organizować próbne ewakuacje Żaneta Zawiślak-Makowska

Próbne ewakuacje w firmie – czy warto? Psychologia tłumu a ratunek i śmierć…

mgr inż. Żaneta Zawiślak-Makowska

Masz za sobą jakieś próbne ewakuacje? Każdy, kto przebywa stale w grupie ponad 50 osób powyżej 4 godzin na dobę, prawdopodobnie ma za sobą przynajmniej jeden udział w próbnej ewakuacji. Jest to obowiązkowa procedura dla obiektów, w których przebywają stali użytkownicy i należy ją przeprowadzać przynajmniej raz na dwa lata.

Czy jest potrzebna? Zdecydowanie tak, dlatego nigdy nie rezygnuj, nie unikaj udziału w takich zdarzeniach! Poniżej opowiem Ci dlaczego. [Styczniowy artykuł uaktualniłam o sprawę fatalnej nocy…, tj. mam na myśli imprezę masową na uniwersytecie w Bydgoszczy. Poniżej dodałam także parę słów o psychologii tłumu. Zapraszam. 🙂 ]

 

Skąd bierze swoje źródła niebywałe zjawisko nazywane psychologią tłumu? Co tworzy jego cechy i poglądy?

To przede wszystkim poczucie bycia niepokonanym. W tłumie nikt nie odczuje spotykanej na co dzień bezsilności. Zamiast tego pojawia się nadludzka, lecz nietrwała siła. Mimo niezgodności z ludzką naturą w momencie przystąpienia do tłumu, jednostka czuje, że liczy się jedynie wspólne dobro. To niesamowite zjawisko, niczym chwilowe wstąpienie do sekty.

 

Jaki jest tłum?

Tłum jest impulsywny, zmienny i drażliwy. Bodźce, którymi się kieruje nie są do końca świadome, a w związku z tym taka masa ludzi nie potrafi zapanować nad swoimi emocjami, tak jak robi jednostka. Charakteryzuje go zmienność, do której może doprowadzić najmniejszy impuls. Dlatego w psychologii tłumu mówi się, że kierowanie nim jest szczególnie trudne w chwilach zagrożenia.

 

Jak można wpływać na tłum?

Na tłum należy oddziaływać silną osobowością lub też przekazywać mocny w treści komunikat. Dzięki temu rozpoczęcie ewakuacji staje się czasami w ogóle możliwe, w innych przypadkach znacznie usprawnione. Komunikaty mało stanowcze lub nieprecyzyjne będą trudniejsze do zrozumienia. Masa ludzi może mieć trudności z dostosowywaniem się do nich.

 

Case study, czyli tragedia na uniwersytecie w Bydgoszczy

W odniesieniu do opisywanych cech tłumu warto przyjrzeć się tragedii na Uniwersytecie Techniczno-Przyrodniczym w Bydgoszczy, która miała miejsce w nocy z 14 na 15 października 2015 r., gdzie podczas zabawy (tzw. otrzęsin) zginęły 3 osoby, a kilkanaście zostało rannych.

Do zdarzenia doszło w łączniku pomiędzy dwoma budynkami uczelni. Na otrzęsinach miało być około 1200 osób, z czego około 800 mogło przebywać w budynku. Co się tak naprawdę stało, gdzie popełniono błąd? Czy miała miejsce tutaj panika?

Przede wszystkim nie zastosowano się do obowiązujących w Polsce przepisów, tj. nie zgłoszono imprezy masowej władzom miasta, a co za tym idzie nie przygotowano szeregu wymaganych dokumentów i nie otrzymano opinii odpowiednich służb. W myśl ustawy uznano, że imprezą masową nie jest impreza organizowana w budynku oświaty, jednakże na wejście na wydarzenie pobierano opłaty, zatem w tym przypadku organizatorzy nie byli zwolnieni z obowiązku zgłoszenia.

Media za przyczynę zdarzenia stawiają „wybuch zbiorowej paniki”, co jednak może być błędną tezą. Okazuje się bowiem, że świadkowie zdarzenia nie wskazują na panikę, ale na błędy w organizacji, na przykład: zbyt duża liczba osób, tzw. wąskie gardło oraz niekompetencję pracowników ochrony i zbyt małą ich liczbę. Co więcej, otwarte było tylko jedno wyjście ewakuacyjne. Dlaczego? Dla zarobku… Żeby studenci nie wchodzili do środka bez opłaty biletu wstępu na imprezę.

Jakie dziś są konsekwencje opisywanego zdarzenia dla organizatorów? Przed sądem staje między innymi młoda dziewczyna, ówczesna przewodnicząca samorządu studenckiego, której grozi do ośmiu lat więzienia. Będzie odpowiadała za swój brak wiedzy i wyobraźni.

 

Zimna krew zawsze ratuje z opresji

Bez względu czy powodem śmierci studentów była panika, czy błędy w organizacji, należy pamiętać, że każdy z nas może znaleźć się w podobnej sytuacji – na uczelni, w pracy, w supermarkecie. O czym wówczas warto pamiętać?

 

Skup się. Nie działaj impulsywnie, jak tłum, który może wchłonąć nawet obserwatora. Choć to trudne, jest możliwe i jesteś w stanie dać pierwszeństwo zdrowemu rozsądkowi. Zachowaj zimną krew. Tego życzę każdemu z nas!

 

Czy wiesz, którędy najbliżej do wyjścia i gdzie jest źródło zagrożenia?

Aby zdecydować się na ewakuację, najpierw niektórzy chcą być przekonani o jej konieczności. Niestety czasem fakt, że nie widać zagrożenia, nie świadczy o tym, iż go nie ma, zaś alarm wyje dla zabawy. Należy jak najszybciej podjąć działania zgodnie z instrukcją o ewakuacji.

Z kolei osoba, która jest zestresowana otrzymane informacje albo zestawi z doświadczeniami, które dały jej próbne ewakuacje, albo zupełnie straci głowę.

Podejmowanie decyzji w sytuacjach nagłych znacznie różni się od tych, które można rozłożyć w czasie i nie dotyczy to jedynie przypadku poczucia zagrożenia.

 

Tik – tak!

Zrozumiałe, że podejmując nagłe decyzje, mamy wiele do stracenia – ryzykujemy zdrowie, a nawet życie swoje lub kogoś bliskiego.

Czas jest znacznie ograniczony, co oznacza, że tracimy możliwości, jakie byśmy mieli w normalnych warunkach przed podjęciem decyzji.

Co oczywiste – przy podejmowaniu decyzji chcielibyśmy posiłkować się jak najszerszymi informacjami, które często w danej sytuacji kryzysowej są niekompletne. Na dodatek nie ma czasu, aby uzupełnić dane.

Co robimy? Słuchamy instrukcji prowadzących ewakuację. Absolutnie nie działamy na własną rękę!

 

Stres mydli oczy, wchodzi pod koszulę i niekiedy porusza masy…

Kiedy dochodzi do zdarzenia i konieczna jest ewakuacja, pojawia się stres, który zależy od ilości i wartości otrzymywanych informacji, a co za tym idzie – od podjętej decyzji.

Pod wpływem zagrożenia może zmieniać się zarówno ocena otrzymanych informacji, jak i reakcja uczestników zdarzenia.

Stres może pojawić się nie tylko w chwili wystąpienia zdarzenia, ale narosnąć, jeśli otrzymane informacje będą wieloznaczne. Stan ten może utrzymywać się nawet po zdarzeniu jeszcze przez długi czas.

Z kolei masowa panika, łączy się z chęcią przetrwania i niezważania na innych, co w tłumie prowadzi do deptania czy tratowania innych. Jest to zjawisko widowiskowe, ale występuje niezwykle rzadko. Panika niesie za sobą szereg irracjonalnych zachowań – od natychmiastowej ucieczki po pozostanie na stanowisku pracy i skrupulatne zbieranie swoich rzeczy w obawie przed kradzieżą.

 

Mitomania czy przerażające błędy uciekających?

Media i przemysł filmowy mocno podsycają emocje, ukazując schematy postępowania uczestników różnych zdarzeń losowych, które jak się okazuje, mają niewiele wspólnego z rzeczywistością.

Prawda jest taka, że częstym, a zarazem zupełnie nieracjonalnym zachowaniem przez jest wybór nieodpowiedniego wyjścia ewakuacyjnego. Dlaczego tak dzieje? Odpowiedź wbrew pozorom jest bardzo prosta. Dla osób, które przebywają w budynku kilka czy kilkanaście godzin dziennie, jedynym znanym wyjściem jest to, którym do tego budynku wchodzą.

Przykład jednej z analiz:

pracownicy obiektu kierowali się do schodów przeciwpożarowych, a prawie ¾ klientów opuściło budynek głównym wejściem.

Nie mogę pominąć nagminnego korzystania z wind, co pokazują próbne ewakuacje. Przecież odcięcie prądu jest pierwszą rzeczą, jaka może nastąpić. Jeśli windy nie zdążą zjechać w trybie awaryjnym na poziom gruntu, ludzie mogą zostać w nich uwięzieni. W najgorszym wypadku windy mogą się urwać lub zostać strawione przez ogień.

Co zrobić, by zadbać o bezpieczeństwo podczas ewakuacji?

  • Należy zwracać uwagę na plan ewakuacji zawieszony w budynku.
  • Należy ćwiczyć próbne ewakuacje i nie bać się ich.
  • Warto, aby komunikat głosowy był czytelny.
  • Należy podać informację, do którego wyjścia trzeba się kierować.

Pamiętaj, że praktyka czyni mistrza. 🙂

 

 

Autorka artykułu:

Po co w firmie organizować próbne ewakuacje Żaneta Zawiślak-MakowskaŻaneta Zawiślak-Makowska, mgr inż. bezpieczeństwa SGSP, szukająca swojego miejsca w męskiej branży.

Aktualnie spełniająca się w najważniejszej życiowej roli – mamy Cudu, który pojawił się na Gwiazdkę.

Amatorka psich sportów, czynnie trenująca ze swoim labradorem. 🙂

http://facebook.com/zaneta.zawislak.9

  • Ewa Majchrzyk-Hes (Bonzai)

    Kiedyś ktoś się wyśmiewał, że na pewnej hali fabrycznej były zaznaczone miejsca, gdzie mają się zatrzymywać wózki widłowe, pojazdy elektryczne, a gdzie kontenery. Okazało się, że miało to sens dopiero podczas takiego alarmu. Jeden z pojazdów tarasował drogę ewakuacyjną, bo komuś nie chciało się podjechać dalej.

    • Ewo, przyznam, że to bardzo groźnie brzmi… Nie chciałabym się znaleźć w miejscu, gdzie ktoś zatarasował drogę ewakuacyjną, np. w hipermarkecie… Aż strach się bać. Wszystko jest po coś, a lenistwo może kosztować nawet czyjeś życie… Dobrze, że to napisałaś ku przestrodze. Dziękuję Ci :*

    • Żaneta Zawiślak-Makowska

      Problemem w dużej mierze jest brak wyobraźni. Jest dobrze kiedy nic się nie dzieje. Po co stosować się do wytycznych? Przecież np. pożar wybucha niezmiernie rzadko. Zgadza się, ale jednak jak już się zdarza trzeba być przygotowanym. W przypadku zagrożenia niestety zupełnie się nie myśli, ucieka się na łeb na szyję nie zważając na nic ani na nikogo …

  • Ja nigdy nie potrafiłam zrozumieć postawy ludzi, którzy uznawali próbne ewakuacje za niepotrzebne i jedynie za przerywnik w pracy. Nie chcę rzucać epitetami, ale przynajmniej uznam to za nierozważne.

    • Olgo witam Cię gorąco u mnie 😀 Dawno Cię tu nie widziałam! Cieszę się na Twój widok,
      co do tematu, również nie potrafię tego zrozumieć. Najbardziej zadziwiają mnie ci, którzy próbują głównym wejściem ewakuować się windami oraz ci, którzy olewając wszystko dalej siedzą przy biurkach…

  • Kurcze, coś jest głębszego w tym zdaniu „Dla osób, które przebywają w budynku kilka czy kilkanaście godzin dziennie, jedynym znanym wyjściem jest to, którym do tego budynku wchodzą.” A w życiowych problemach polegamy ciągle na tych samych osobach, nie prosząc o radę np. psychologa, jeśli wcześniej z niego nie korzystaliśmy. Albo chcemy zmienić fryz i idziemy do tej samej fryzjerki, wiedząc że pół klientek obcina na jedno kopyto…Albo nie wyobrażamy sobie dalszego życia z inną osobą, niż stałym partnerem, mimo że od dawna nie gra fear. Albo kiedy prowadzimy firmę i kupujemy materiały od tego samego dostawcy, mimo że pojawiło się wiele nowych firm, które oferują dane dobro na dużo lepszych warunkach. To zdanie odnosi się do mentalności ludzkiej która nas gubi!

    • Ewcia, zwróciłaś uwagę na ten sam aspekt, który przykuł i moją uwagę. Dokładnie, to jest chyba kluczowe.
      Mieć otwarty umysł, pielęgnować w sobie uważność, myśleć nieszablonowo, wyprzedzać sytuacje, brać pod uwagę wszystkie scenariusze i przy tym wszystkim zauważać drugiego człowieka, nie gubiąc siebie… Ot…

      • Piękne podsumowanie! W nocy rozmawiałam z mężem o tym wpisie. Nie przypuszczał, że to takie ewakuacje mają jakieś głębsze znaczenie dla zachowań społecznych.

        • Ewa, patrz jak od wpisu o ewakuacjach wyciągnęłyśmy z tego drugie dno – kobieta to potrafi 😉 i jeszcze mężowi sesję coachingową zrobi hahaha
          Uściski gorące :*

        • Żaneta Zawiślak-Makowska

          Cieszę się, że mój artykuł stał się tematem domowych rozmów 😉

  • Marzena

    Kiedyś na imprezie w hotelu po konferencji wybuchł pożar. Myśleliśmy wszyscy, że to żart. Przyznaję, że nie zareagowałam nawet na opary dymu i strażaka, który mówił, bym opuściła miejsce wyjściem ewakuacyjnym. Myśleliśmy, że wszystko jest reżyserowane. Ostatecznie zrozumieliśmy pomyłkę. Na szczęście nikomu nic się nie stało.

    • Marzena – brzmi strasznie. Tak się zaczyna nie jeden scenariusz masakry, masowej tragedii…
      Dobrze, że wszystko szczęśliwie się skończyło.
      Ja raz z pijanymi wariatami utknęłam w hotelu w windzie… Też nie ma czego zazdrościć :/

    • Żaneta Zawiślak-Makowska

      Przypomniała mi się historia jak w rodzinnej miejscowości mojego męża podczas wesela wybuchł pożar. To dopiero dramatyczna sytuacja. Tyle przygotowań, wydanych pieniędzy… w końcu dla Młodej Pary to wymarzony dzień. Na szczęście nikt nie ucierpiał, ale wiem, że również nikt nie chciał uwierzyć, że to prawdziwa sytuacja.