Czujesz się ciągle zarobiony i nie wiesz, jak zwiększyć zyski, a kiedy odpocząć? Od dłuższego czasu nie masz wolnej niedzieli, nie mówiąc o całym weekendzie? Chyba najwyższa pora zastanowić się, czy jesteś w stanie delegować część swoich obowiązków.
Jak zwiększyć zyski, przekraczając ograniczenia finansowe?
Oczywiście możesz mi powiedzieć, co ja plotę? Że nie masz na to budżetu. Rozumiem. A gdyby przyjąć odwrotną strategię?
Kupujesz swój czas, który możesz przeznaczyć na dużo ważniejsze i produktywne zadania, z których niebawem zaczniesz czerpać zyski. Czy nie brzmi to jak inwestycja w rozwój Twojego przedsięwzięcia?
Plan naprawy sytuacji
Jeśli zatem zastanawiasz się, jak zwiększyć zyski, zastanów się jeszcze raz:
- które z Twoich codziennych obowiązków możesz zlecić komuś innemu
- które z Twoich służbowych obowiązków możesz przekazać dalej?
W czasie, który zyskasz zaplanuj:
- miejsce na odpoczynek, bo długo tak nie pociągniesz
- rozpisz krok po kroku, jak będziesz rozwijać swoje upragnione marzenie z szuflady, na które ciągle nie było czasu.
1. Zapisz w kalendarzu datę, od kiedy zaczniesz czerpać zysk
zysk = dochód – koszty
z owego przedsięwzięcia.
2. Zapisz, jaka to będzie kwota w pierwszym miesiącu.
3. Policz, ile ta kwota wyniesie po pół roku i po roku od startu.
4. Teraz przelicz, ile będzie Cię kosztowało delegowanie obowiązków przez ten cały czas.
5. Oblicz różnicę.
6. Zapisz datę w kalendarzu, kiedy jesteś na plusie.
Zauważ, że powyższa data z punktu numer 6 nie ma szans się urealnić, jeśli Ty nic nie zmienisz w swoim tygodniowym rozkładzie obowiązków.
To jak? Przekonałam, że w przypadku przepracowanych ludzi delegowanie zadań może przełożyć się na realny zysk, którego by nie mieli szans wypracować bez zrobienia tego kroku? 😉
Uwaga na pułapki!
Wiadomo, że pańskie oko konia tuczy i każdy, kto o cokolwiek dba, chce – mimo delegowania zadań – trzymać rękę na pulsie. Dobrze. Jednakże pamiętaj, by nie wpędzić siebie w kozi róg. Chciałabym Cię uchronić przed pułapkami, które czyhają na zleceniodawców.
Z jednej strony jest pytanie, jak zwiększyć zysk. Z drugiej jest niebezpieczeństwo, że jednak się nie uda… Warto mieć na uwadze, jak nie stracić tej inwestycji.
- Obniżanie wysoko postawionych wymagań. Jeśli zostały postawione zleceniobiorcy, to w konkretnym celu, ponieważ zależało Ci na założonym rezultacie. Widzisz, że cel staje się nierealny do osiągnięcia, więc rezygnujesz lub Twoi podwładni ignorują wymagania, bo i tak uważają, że są one jedynie Twoimi pobożnymi życzeniami.
- Nowy cel zastępujący poprzedni. Może się zdarzyć, że kiedy dochodzą nowe obowiązki Twój zleceniobiorca czy podwładny zapomni o starych zadaniach lub uzna, że poprzednio wyznaczony cel jest już nieaktualny, zamiast prowadzić oba równolegle.
- Wyznaczone zbyt odległe cele. Ty – jako strateg własnego przedsięwzięcia – nie masz problemu z wizją przyszłości. Niestety Twoi zleceniobiorcy czy podwładni mogą nie mieć takiej wyobraźni i dla nich zbyt szeroka perspektywa będzie zamglonym obrazem.
- Brak jasno określonych wyników. Jeśli zleceniobiorca/podwładny nie wie, jakiego efektu się od niego oczekuje, nie będzie można stwierdzić jednoznacznie, czy realizuje wyznaczone cele.
- Za dużo zadań do wykonania. Jeśli zlecisz jednej osobie całą listę zadań, może się okazać, że zostaną one realizowane według kryterium wykonalności z punktu widzenia tej osoby, a nie zgodnie z Twoją intencją.
- Zbyt długi okres wdrażania się, nauki, przyzwyczajania się. Oczywiście, że wyrozumiały szef to skarb. Jeśli jednak przedobrzysz, opóźni się moment, w którym będziesz mógł całkowicie polegać na zleceniobiorcy/podwładnym, któremu chcesz zlecić dużo poważniejsze zadania. Może się zdarzyć, że zamiast wymienić pracownika na osobę bardziej efektywną, która będzie pasowała do powierzonych jej zadań, będziesz czekać i męczyć się z kimś, z kogo nie jesteś zadowolony. Nie osiągniesz założonych rezultatów.
Jeśli masz swoje doświadczenia w delegowaniu obowiązków, w zarządzaniu personelem, którymi możesz się z nami podzielić, zrób to proszę w komentarzu poniżej.
Wymieniajmy się lekturami, a nawet zasłyszanymi historiami. Warto unikać błędów i warto czerpać z dobrych praktyk, by wiedzieć, jak zwiększyć zyski, między innymi właśnie dzięki delegowaniu obowiązków.
Nie powstrzymuj się również przed podzieleniem się tym artykułem, klikając w guzik społeczności, z której korzystasz. Dziękuję! 😀
Oj, jak ja się tego delegowania musiałam uczyć;) I o dziwo w pracy poszło mi lepiej niż w domu..potem musiałam się uczyć nie poprawiać. Teraz uczę się nie komentować, a dziękować. Ale to już ten etap, kiedy czasu zdecydowanie mam więcej a okruszki i brudny piec nie wprowadzają niepokoju w beztroskie picie kawy;)
W domu mówisz, że najtrudniej? Jesteś taką cesarzową? 😉 Ale pracujesz nad sobą, to bardzo dobrze 😀
Ja też już nie poprawiam wazonu czy ramek po mężu bądź dzieciach. Takie zachowanie faktycznie odbierało chęć współdzielenia obowiązków, a ja byłam zadowolona z wytartego kurzu i nie rozumiałam, co im przeszkadza, że przesunę sobie o te 5 cm. Dziś nie przesuwam 😉
Przyznam się…jak czasem przesuwam, jak nie widzą;)
hahaha 😉
Myślę, że przy delegowaniu zadań bardzo ważne jest zaufanie do osób, którym się te zadania powierza. Musimy mieć też pewność, że te osoby zrobią to dobrze, a do tego trzeba się po prostu przekonać. Ale na pewno w pewnym momencie, kiedy biznes nam się rozwija, nie ma innej możliwości. Trzeba zacząć się uczyć tej umiejętności wcześniej, niż wtedy, gdy nie ma już czasu na sen.
Obok zaufania drugą istotną sprawą jest Twoje podsumowanie w ostatnim zdaniu – trzeba nastawiać się wcześniej, aby nie było tragedii, warto przygotować się, nim dojdzie do sytuacji, w której brakuje nam doby. 😀
Każdy wie jak funkcjonuje biznes, jeśli nie będziesz zadowolona to już nie wrócisz do współpracy oraz w najlepszym przypadku nie będziesz polecać. W najgorszym będziesz odradzać wszystkim których znasz.
Chyba najgorzej jest w sytuacji, jeśli ktoś ma de facto markę osobistą, wtedy delegowanie naprawdę może sporo namieszać i być trudne – bo jak to, ktoś inny będzie odpisywał na maile albo odpowiadał na fanpage?
Lidio, to prawda – trudne zadanie, ale nie niemożliwe. Kluczowa jest wówczas rekrutacja, gdy szukasz kogoś o podobnych kompetencjach na tych polach, które są konieczne, by w korespondencji specjalistycznej dana osoba sobie radziła w Twoim imieniu. Z kolei trudniejsze przypadki możecie umówić się, że zostawia do konsultacji z Tobą.
Chyba nie będę odosobniona w tym, że powiem, że delegowanie zadań jest trudne. Uczę się tego stale, ale mam marne doświadczenia z przeszłości i mimo, że staram się co nieco oddać to i tak mam tendencję do maniackiego sprawdzania i poprawiania później. Ehhh…. Chyba uświadomienie sobie problemu to pierwszy krok do wyleczenia? 🙂
Anna, czyżbyś chorowała na dość powszechną chorobę mocarnych babek 😉 – perfekcjonizm? 😉
Ale zawsze najważniejszy jest ten pierwszy krok, o którym piszesz, czyli uświadomienie sobie źródła problemów i zajrzenie w siebie, czy to może się nie przyczyniamy jakoś do sytuacji, która nas wykańcza.
Powiem Ci, że to nigdy nie będzie tak, że sobie bezrefleksyjnie będziemy szły do przodu. Myślę, że autoanaliza, uważność wzgl. otoczenia, to są te elementy, których się nie odpuszcza w nieustającym rozwoju, prawda?
Pozdrawiam Cię serdecznie 🙂
Myślę, że perfekcjonizm skutecznie zaleczyłam (głównie dzięki zdarzeniom losowych, które się w moim życiu pojawiły), ale problemem jest chyba dobór współpracowników. Często trafiam świetnie, ale czasem… no jak kulą w płot. I wtedy się człowiek męczy, sprawdza, poprawia, a i tak efekt nie taki, jaki miał być. Do tego należy nauczyć się odpowiedniej kontroli delegowanych zadań. Duży temat, ale niezmiernie ważny, uważam 🙂 Miłego dnia!
Anna, czyli lepiej zainwestować więcej czasu w dobrą rekrutację, niż później się męczyć. Jednak nigdy nie ma się 100% pewności. Jesteśmy tylko ludźmi. I my, i oni 😉
Dzięki za zwrócenie uwagi na kolejny aspekt. To bardzo cenne. Życzę Ci udanego weekendu 😀
Kiedyś byłam perfekcjonistką i nie potrafiłam zaufać swoim podwładnym. Wolałam wszystkie trudniejsze rzeczy zrobić za nich. Bałam się, że sobie nie poradzą. Miałam te obawy nawet w stosunku do specjalistów, którzy wręcz powinni się zajmować tym, co ja robiłam za nich. Skutkiem tego była rosnąca frustracja i przemęczenie oraz spadający poziom motywacji, nie mówiąc już o konfliktach z moim szefem. Dopiero kiedy przeszłam „na swoje” zrozumiałam, gdzie popełniałam błąd i jak wiele mnie kosztował. A dlaczego? Bo przez pewien czas nie miałam na kogo scedować pewnych zadań i tęskniłam za czasami, kiedy miałam sporą ekipę od sobą.
Bardzo cenny komentarz. Dziękuję, że podzieliłaś się z nami swoim doświadczeniem. 🙂
Ciężka sprawa, ale pracuje nad tym 😉
O, cześć 😀 – Śledzę Cię na Instagramie 🙂
Co do tematu, nie jest lekko. Zdaję sobie sprawę, ale jeśli ktoś jest na granicy i ma poduszkę finansową, którą może przeznaczyć na taką inwestycję lub ma nadwyżkę comiesięczną, którą może przeznaczyć na finansowanie delegowania obowiązków, by szybciej uporać się z nawałem pracy, ba! – by w ogóle móc zacząć pracę nad jakimś projektem, to warto.
Delegowanie zadań to bardzo trudna sztuka. Ja osobiście mam z tym spory problem i na pewno muszę się wiele nauczyć w tej kwestii 🙂
Sylwio, zgadzam się, to bardzo skomplikowane…
W delegowaniu obowiązków jest wiele ukrytych pułapek, w które sami możemy wepchnąć i siebie, i zleceniobiorcę… To na serio nie jest takie oczywiste.
– Możemy zarówno przesadzić, jak i przedobrzyć.
– Możemy mieć kłopot z definiowaniem rzeczy, które chcemy osiągnąć.
– Znam osoby dla których problemem są rozmowy o wynagrodzeniu – ileż osób nie przyznaje się do swojej pensji nawet podczas luźnej rozmowy z przyjaciółmi.
– A chyba najczęściej problemem jest komunikacja oraz niewłaściwa kontrola lub brak kontroli wykonywanych zadań. Zleceniobiorca odmawia lub raportuje na pół gwizdka, zleceniodawca nie może się doprosić, nie chce być natarczywy, próbuje miękko, czas ucieka, a potem okazuje się, że 50% zadań nie zostało wykonanych, zaś 25% z tych zrobionych jest z błędem…
Tak, to może być koszmar… Ale i szansa…
Delegowanie jest jedną z najważniejszych umiejętności, ale chyba i najtrudniejszych. 🙂 Wymaga przekonania samego siebie, że są osoby poza nami, które wykonają pracę tak samo dobrze, jak my! Takie Zosie Samosie jak ja mają trochę w tym temacie ciężko, haha. 😀 Ale zgadzam się z tym, że trzeba się tego uczyć i ciągle próbować.
Aniu, chyba najtrudniej jest tym, którzy mają już za sobą nieudane próby delegowania obowiązków. Z drugiej strony mogą przeanalizować, co poszło nie tak i poprawić te elementy.
Wiadomo, że samemu robi się szybciej i lepiej, ale z drugiej strony można oddać to, w czym właśnie nie jest się orłem lub to, co nas najbardziej irytuje 😉
No jasne, ja cały czas nad tym pracuję, żeby samej móc skupić się na rzeczach najważniejszych. 🙂
🙂